Gniew i złość na dziecko… Kto powinien przyjść pierwszy na terapię?

okładka rozmowy o gniewie: złość i gniew na dziecko

Coraz częściej do gabinetu terapeutycznego trafiają rodzice, którzy mówią: „Chcę umówić córkę”, „Chcę zapisać syna”, „Niech pani z nim porozmawia, bo coś jest nie tak”. Czyli: zgłaszają “problemy z nastolatkiem”.

W tym odcinku mówię o takich właśnie przypadkach i jak doradzam wtedy rodzicom. Jesteś rodzicem lub opiekunem dziecka czy nastolatka?

Zapraszam do wysłuchania lub obejrzenia dzisiejszego live, w którym omawiam ten temat dokładnie i pokazuję Ci, jak taką sytuację rozwiązać we współpracy z terapeutą.

Dlaczego rodzic chce „naprawić” nastolatka?

Dziecko nie żyje w próżni. Żyje w rodzinie, czyli w systemie naczyń połączonych. I kiedy nastolatek zaczyna się wycofywać, buntować, nie uczy się, nie sprząta albo nie spełnia Twoich oczekiwań, warto zapytać nie tylko: „co jest nie tak z dzieckiem?”, ale też: „co moje dziecko pokazuje mi o naszej rodzinie, o mnie i o moim sposobie bycia rodzicem?”.

Na początku brzmi to jak troska. Tylko że pod tą troską bardzo często ukrywa się drugi komunikat:

„Ja źle się czuję z zachowaniem mojego dziecka”.

I jeszcze głębiej:

„Moje dziecko zaburza obraz dobrej, szczęśliwej, prawidłowej rodziny”.

To jest trudne do przyjęcia, bo żaden rodzic nie chce myśleć o sobie w ten sposób. Większość rodziców naprawdę chce dobrze. Ale właśnie dlatego warto zatrzymać się przy tym mechanizmie. Bo czasem rodzic nie szuka pomocy dla dziecka. Szuka sposobu, żeby dziecko przestało uruchamiać w nim lęk, wstyd, bezradność albo poczucie porażki.

I wtedy terapia nie może polegać wyłącznie na pracy z dzieckiem.

Rodzina jako system: naczynia połączone

Rodzina jest systemem.

Nie zbiorem osobnych ludzi, którzy funkcjonują niezależnie od siebie. Systemem, naczyniami połączonymi.

To oznacza, że zachowanie dziecka nie pojawia się w oderwaniu od tego, co dzieje się między dorosłymi, w atmosferze domu, w sposobie komunikacji, w spójności rodzica, w napięciach, których nikt nie nazywa, i w emocjach, których nikt nie umie przeżyć.

W każdej rodzinie zdarzają się konflikty, w każdej rodzinie bywają trudne dni, choroby, kryzysy, straty, przeciążenie i sytuacje, które wybijają wszystkich z równowagi. Problemem nie jest sam fakt, że w rodzinie pojawia się trudność.

Problemem jest to, jak dorośli sobie z tą trudnością radzą. Bo odbiciem tego jest zachowanie dziecka i to, co się z nim dzieje.

Dziecko nie odpowiada za relacje rodzinne. Za relacje w rodzinie odpowiadają dorośli. I to jest punkt wyjścia do każdej uczciwej rozmowy o terapii dziecka.

Terapia to nie serwis naprawy “problematycznych nastolatków”

W trakcie sesji w gabinecie czasem rodzic wyraża takie ukryte oczekiwanie: „Oddam dziecko do terapeuty, a terapeuta mi je naprawi”.

Żeby sprzątało, żeby się uczyło. Żeby miało odpowiednich znajomych, szanowało mamę, tatę, babcię. Żeby nie eksperymentowało z używkami i pomagało w domu.

Żeby było takie, jak rodzic chce.

Terapia nie jest serwisem naprawy dzieci. Nastolatek nie jest sprzętem, który można oddać komuś do regulacji, a potem odebrać w wersji „grzeczniejszej”, „wydajniejszej” i „bardziej posłusznej”.

Oczywiście, dziecko może potrzebować terapii, wsparcia. Może przechodzić kryzys, depresję, lęk, uzależnienie albo problemy, których nie wolno bagatelizować. Ale nawet wtedy trzeba przeanalizować cały system rodzinny.

Bo dziecko nie jest oderwaną jednostką, tylko częścią rodziny.

A skoro jest jej częścią, to rodzic także musi być gotowy spojrzeć na siebie.

Nastolatek w gabinecie: problem czy człowiek?

Rodzic opowiada o nastolatku długo. Wymienia zachowania, które mu przeszkadzają. Cechy, które chciałby zmienić. Sytuacje, które go zawstydzają. Decyzje dziecka, których nie rozumie.

A potem nastolatek siada w gabinecie.

I bardzo często okazuje się, że przed terapeutą siedzi normalny, ciekawy, myślący młody człowiek. Rozmowny albo wycofany, ale nie „zepsuty”. Pogubiony, ale nie bezwartościowy. Z własnym celem, z własnym sposobem myślenia, z własnymi znajomymi, z własnym światem. Czasem ten nastolatek wie, co mógłby zrobić. Wie, jak mogłoby wyglądać rozwiązanie. Wie nawet, czego potrzebuje. Ale w domu nie ma na to przestrzeni.

Bo rodzic już ma swoją narrację:

„Ona jest leniwa”.

„On jest nieodpowiedzialny”.

„Ona niczego nie docenia”.

„On robi mi na złość”.

I wtedy dziecko przestaje być człowiekiem, a zaczyna być problemem.

To jest jeden z najważniejszych momentów w terapii: zobaczyć, że za zachowaniem, które drażni dorosłego, często stoi młody człowiek, który dopiero uczy się siebie.

Szacunek do odmienności nastolatka

Wielu rodziców mówi, że kocha swoje dzieci. I to prawda. Ale miłość nie zawsze oznacza szacunek.

Szacunek zaczyna się wtedy, kiedy uznajesz, że Twoje dziecko jest osobnym człowiekiem. Nie Twoją kopią, przedłużeniem Twojej ambicji, czy dowodem na Twoje dobre rodzicielstwo. Nie projektem, który ma zrealizować to, czego Tobie się nie udało.

Jest osobnym człowiekiem, który może mieć inną osobowość.

Inne tempo, potrzeby, inny sposób przeżywania. Inne cele, inną wrażliwość, inny pomysł na siebie.

Możesz nie akceptować każdego zachowania dziecka. Możesz stawiać granice, mówić „nie”, wymagać. Ale nie możesz odbierać dziecku godności tylko dlatego, że nie jest takie, jakie miało być w Twojej głowie.

Zmiana w domu bardzo często zaczyna się od prostego, ale trudnego zdania:

„Moje dziecko jest innym człowiekiem niż ja”.

I jeszcze jednego:

„Nie muszę wszystkiego rozumieć, żeby zacząć je szanować”.

Mózg nastolatka: dlaczego logiczne argumenty nie zawsze działają?

Rodzice często mówią: „Przecież ja mu tłumaczę”.

Tak. Tłumaczysz.

Ale nastolatek nie zawsze potrafi przetworzyć Twoje logiczne argumenty tak, jak dorosły. Jego mózg nadal dojrzewa. Kora przedczołowa, czyli obszar związany między innymi z planowaniem, przewidywaniem konsekwencji i racjonalnym podejmowaniem decyzji, wciąż jest w rozwoju.

Dlatego nastolatek potrzebuje czasu, doświadczenia, relacji i spójnego dorosłego obok. Potrzebuje kogoś, kto rozumie, że „nie słucha mnie” nie zawsze oznacza „lekceważy mnie”. Czasem oznacza: „nie potrafię jeszcze przetworzyć tego tak, jak Ty”.

Kto powinien przyjść na terapię pierwszy?

Podsumowując, jeśli jako rodzic zauważasz problemy w relacji z nastolatkiem, pamiętaj, że bardzo często najpierw na terapię powinieneś przyjść Ty.

A najlepiej oboje rodzice czy opiekunowie. Nie dlatego, że dziecko nigdy nie potrzebuje pomocy. Czasem potrzebuje i trzeba zareagować szybko. Ale bardzo często pierwszym krokiem powinno być zobaczenie, z jakiego miejsca dorosły ocenia dziecko i podejmuje decyzję o jego terapii.

Czy patrzy na nie przez własny lęk, własne niespełnienie?

Czy przez braki z dzieciństwa lub przez potrzebę kontroli?

Czy przez obraz rodziny, który chciałby pokazać światu?

Rodzic powinien zobaczyć i nazwać układ między dorosłymi. Zobaczyć, jak dziecko odbiera rodzinę. Jak czuje się w domu, jakie napięcia nosi, jakie role przejmuje. I wreszcie: jakiego człowieka rodzic naprawdę ma przed sobą.

Bo może się okazać, że to nie dziecko jest największym problemem.

Może największym problemem jest sposób, w jaki dorosły patrzy.

Pamiętaj, że czasem najlepsze, co możesz zrobić dla dziecka, to przestać próbować je naprawiać i zobaczyć, co możesz zmienić w sobie, w relacji i w domu.

Czujesz, że ten temat Cię dotyczy? Jesteś rodzicem lub opiekunem?

Zostańmy w kontakcie – tematy parentingowe często pojawiają się w moich darmowych treściach, którymi się z Wami dzielę. Dołącz do kolejnego live’a i posłuchaj, jak rozbieram na czynniki konkretne przypadki i sytuacje. Kolejny live już za dwa tygodnie na moim Facebooku. Masz też szansę na zadawanie pytań. A jeśli wolisz porozmawiać osobiście, umów się na konsultację (formularz poniżej).

Pamiętaj, możesz skorzystać z pomocy, nie musisz być sam/a z własnymi problemami.

Loading...
Czujesz, że mogłabyś / mógłbyś utożsamić się z tą historią? Jeśli czujesz, że warto porozmawiać, zapisz się na darmową konsultację i sprawdźmy, czy mogę Ci pomóc. Konsultacja - integralna.pl