Dajesz dziecku wszystko, ale czy ono tego naprawdę potrzebuje? Potrzeby dziecka a zachcianki.

Rodzina - sklep z zabawkami

Rodzina – Sklep z zabawkami dla dorosłych. Cz. 3.

“Rodzina. Sklep z zabawkami dla dorosłych” to seria wpisów, powstałych na podstawie moich analiz na żywo, o tym, jak ludzie nieświadomie bawią się rozmaitymi osobami i rzeczami w swoim otoczeniu.

W kontekście relacji Dorosły-Dziecko, pokazuję, jak wykorzystują dziecko do budowania własnego poczucia wartości, realizowania swoich ambicji, zaspokajania braków albo rozgrywania relacji między sobą.

W tej części stawiam tezę, że nie musi ono rozumieć rozmaitych mechanizmów, używanych przez dorosłych, żeby odczuwać ich skutki. Widzi więcej, niż dorosłemu się wydaje, i właśnie z codziennych zachowań rodziców uczy się, czym jest miłość, bliskość, bezpieczeństwo i własna wartość.

Ta seria przez przeznaczona jest głównie dla rodziców i opiekunów dzieci, którzy chcą przyjrzeć się swoim zachowaniom bez obwiniania się i zadać sobie ważne pytanie: co mogę zrobić inaczej, żeby moja relacja z dzieckiem była bezpieczniejsza i bardziej świadoma?

Zapraszam do lektury, a jeśli wolisz obejrzeć nagrania, pod tym linkiem znajdziesz playlistę Rodzina – Sklep z zabawkami dla dorosłych.

Możesz również pobrać bezpłatny e-book DZIECKO = RODZIC. To, co się dzieje między rodzicami, wychowuje dziecko, który pomoże Ci szerzej przyjrzeć się temu, czego dziecko uczy się, obserwując zachowania dorosłych.

Link do e-booka znajdziesz TUTAJ

Potrzeby dziecka a zachcianki.

Twoje dziecko ma pełny pokój zabawek.
Dostaje markowe ubrania, najnowszy telefon, kolejne gry i rzeczy, o których Ty w jego wieku mogłaś albo mogłeś tylko marzyć.

Organizujesz mu zajęcia, wyjazdy i atrakcje.
Chcesz, żeby niczego mu nie brakowało.

Być może powtarzasz sobie:
„Ja nie miałam takiego dzieciństwa.”
„Moi rodzice nie mogli mi tego dać.”
„Chcę, żeby moje dziecko miało lepiej.”
„Po to pracuję, żeby jemu niczego nie brakowało.”

Za tymi słowami często stoi prawdziwa miłość, troska i pragnienie zapewnienia dziecku bezpieczeństwa.

Ale czasem stoi za nimi również coś jeszcze.

Twój własny brak.
Twoje wspomnienie dzieciństwa.
Potrzeba udowodnienia sobie i innym, że jesteś dobrym rodzicem.
Lęk przed złością dziecka.
Poczucie winy z powodu nieobecności.
Trudność w stawianiu granic.

Wtedy warto zadać sobie niewygodne pytanie:
Czy daję dziecku to, czego ono naprawdę potrzebuje, czy to, co mnie pomaga poczuć się lepiej?

Dziecko może mieć wszystko i nadal czegoś ważnego nie otrzymywać

Rzeczy same w sobie nie są problemem.
Prezent może być pięknym gestem.
Nowe buty mogą być potrzebne.
Zabawka może dawać radość, rozwijać wyobraźnię albo stać się częścią wspólnej zabawy.

Rodzic ma prawo kupować dziecku rzeczy, sprawiać mu przyjemność i korzystać z możliwości, których sam kiedyś nie miał.

Problem nie zaczyna się od liczby zabawek.
Zaczyna się wtedy, kiedy rzeczy zastępują obecność, uwagę, granice, rozmowę i poczucie przynależności.

Dziecko może mieć pełny pokój, ale nie mieć dorosłego, który potrafi wytrzymać jego złość.
Może mieć markowe ubrania, ale nie czuć, że wolno mu być sobą.
Może dostawać wszystko, czego chce, ale nie wiedzieć, czego naprawdę potrzebuje.
Może być obsługiwane przez całą rodzinę, ale nie czuć, że jest jej częścią.
Może mieć poczucie, że jest najważniejszą osobą w domu, a jednocześnie nie nauczyć się współpracy, odpowiedzialności i uwzględniania potrzeb innych ludzi.

Dlatego pytanie nie brzmi:
„Czy kupuję dziecku za dużo?”

Ważniejsze pytanie brzmi:
„Jaką funkcję pełni dawanie w naszej relacji?”

Kupujesz dziecku to, czego Tobie brakowało?

Być może jako dziecko patrzyłaś na koleżanki, które miały piękne sukienki, lalki i kolorowe pokoje.
Być może zazdrościłeś kolegom nowych butów, roweru albo gry, na którą Twoich rodziców nie było stać.

Może wstydziłaś się swoich ubrań.

Może słyszałeś:
„Nie mamy pieniędzy.”
„Nie wymyślaj.”
„Inne dzieci też tego nie mają.”
„Powinieneś się cieszyć z tego, co dostałeś.”

Dorosły człowiek pamięta takie sytuacje.

Nawet jeśli nie wraca do nich świadomie, może podjąć decyzję:
„Moje dziecko nigdy nie będzie musiało tego czuć.”

Wtedy zaczyna kupować.
Nie zawsze dlatego, że dziecko czegoś potrzebuje.
Czasem dlatego, że dorosły chce uleczyć własne wspomnienie.

Córka dostaje koronę, sukienkę i kosmetyki, których nie miała mama.
Syn dostaje markowe buty, samochodzik i sprzęt, o którym marzył ojciec.

Rodzic patrzy na dziecko i czuje:
„Dałam jej to, czego sama nie dostałam.”
„Zapewniłem mu dzieciństwo, jakiego ja nie miałem.”

To może dawać ogromną satysfakcję.

Warto jednak sprawdzić, czy dziecko rzeczywiście tego chciało.
Czy prezent odpowiadał na jego potrzebę?
Czy może odpowiadał na historię rodzica?

Dziecko nie powinno być miejscem, w którym dorosły próbuje naprawić własne dzieciństwo.

Możesz dawać mu więcej, niż sama lub sam miałaś. Jednocześnie warto pamiętać, że jego życie nie jest drugą wersją Twojego życia.

Ono może potrzebować czegoś zupełnie innego.

Czy prezent jest dla dziecka, czy dla otoczenia?

Czasem dawanie nie służy wyłącznie dziecku ani wspomnieniom rodzica.
Służy temu, żeby inni ludzie zobaczyli, że rodzinę stać.

Dziecko ma najlepsze buty, chociaż dopiero uczy się chodzić.
Ma markowe ubrania, których nie potrafi odróżnić od zwykłych.
Dostaje coraz droższe zabawki, ponieważ rodzic chce pokazać, że może mu je zapewnić.

Prezent staje się wtedy komunikatem skierowanym nie do dziecka, lecz do sąsiadów, rodziny, znajomych albo innych rodziców.
„Zobaczcie, jak dbam o swoje dziecko.”
„Zobaczcie, na co nas stać.”
„Zobaczcie, że moje dziecko ma wszystko.”

Dziecko ponownie staje się wizytówką dorosłego.

Tym razem nie przez swoje osiągnięcia, ale przez to, co posiada.

Rodzic może w dobrej wierze mówić:
„Chcę, żeby miało to, co najlepsze.”

Warto jednak sprawdzić, co w tej sytuacji oznacza „najlepsze”.
Czy najlepsze dla dziecka jest to, czego potrzebuje?
Czy to, co najlepiej wygląda w oczach innych ludzi?

Potrzeba i zachcianka nie są tym samym

Dziecko może czegoś bardzo chcieć.
Widzi zabawkę w sklepie.
Chce ją natychmiast.
Zaczyna płakać, krzyczeć, prosić albo tupać.

Rodzic czuje napięcie.
Patrzą na niego inni ludzie.

Chce jak najszybciej zakończyć trudną sytuację.
Kupuje.
Czasem nie dochodzi nawet do protestu. Dorosły wyprzedza pragnienia dziecka. Kupuje, zanim ono zdąży poprosić.

W obu przypadkach rodzic może nie odróżniać dwóch rzeczy:
tego, czego dziecko chce w danej chwili,
od tego, czego naprawdę potrzebuje.

Dziecko może chcieć kolejnej zabawki.
Potrzebować może jednak dorosłego, który spokojnie wytrzyma jego rozczarowanie.

Może chcieć, żeby wszystko odbywało się zgodnie z jego wolą.
Potrzebować może jasnej i bezpiecznej granicy.

Może chcieć natychmiastowej przyjemności.
Potrzebować może nauki czekania, wyboru i radzenia sobie z odmową.

Może chcieć, żeby rodzic usunął każdą trudność.
Potrzebować może doświadczenia, że frustrację można przeżyć i że ona nie niszczy relacji.

Powiedzenie dziecku „nie” nie musi oznaczać odrzucenia.
Granica nie musi być karą.

Rodzic może odmówić zakupu i nadal pozostać blisko.

Może powiedzieć:
„Widzę, że bardzo tego chcesz.”
„Rozumiem, że jesteś rozczarowany.”
„Dzisiaj tego nie kupimy.”
„Możesz być zły. Ja nadal jestem obok.”

To trudniejsze niż szybkie wyjęcie portfela.
Wymaga od dorosłego gotowości do przyjęcia emocji dziecka oraz własnego dyskomfortu.

Co próbujesz zakończyć, kupując dziecku kolejną rzecz?

Zachcianka dziecka może uruchamiać w rodzicu silne emocje.

Dorosły nie zawsze kupuje dlatego, że chce sprawić przyjemność.
Czasem kupuje, żeby zakończyć:
krzyk,
płacz,
konflikt,
poczucie winy,
nacisk,
wstyd przed innymi ludźmi,
własną bezradność.

Wtedy prezent zaczyna pełnić funkcję regulowania emocji całej rodziny.

Dziecko odkrywa, że nacisk prowadzi do nagrody.

Rodzic odkrywa, że zakup przynosi chwilowy spokój.
Schemat się utrwala.

Dziecko nie uczy się, jak przeżyć frustrację.
Rodzic nie uczy się, jak postawić granicę i wytrzymać reakcję dziecka.

Obie strony zaczynają coraz bardziej potrzebować kolejnej rzeczy.
Nie dlatego, że rzecz jest ważna.
Dlatego, że na chwilę usuwa napięcie.

Kiedy prezent zaczyna oznaczać miłość

Dziecko obserwuje rodziców od pierwszych lat życia.
Uczy się, co wywołuje ich uśmiech, entuzjazm i bliskość.

Jeśli najważniejsze momenty relacji są związane z otrzymywaniem rzeczy, może zacząć łączyć prezent z miłością.

Rodzice cieszą się, kiedy ono cieszy się z zabawki.
Przytulają je po wręczeniu prezentu.
Spełniają jego życzenia.
Pokazują swoją troskę przez kupowanie.

Dziecko może zrozumieć:
„Kiedy chcę i dostaję, jesteśmy blisko.”
„Kiedy otrzymuję prezent, rodzice mnie kochają.”
„Kiedy nie dostaję, coś się zmieniło.”

Później sytuacja rodziny może się zmienić.
Pojawiają się problemy finansowe.
Rodzice zaczynają zauważać, że kupowali za dużo.
Dziecko dorasta i dorośli uznają, że nie powinni już spełniać każdej zachcianki.

Zmieniają zasady.
Dla rodzica może to być racjonalna decyzja.
Dla dziecka, które wcześniej nauczyło się, że prezent oznacza miłość, zmiana może być niezrozumiała.

Może pomyśleć:
„Rodzice już mnie nie kochają.”
„Kiedyś dostawałam wszystko, a teraz nie.”
„Coś jest ze mną nie tak.”
„Może jestem gorszy.”
„Może przestałam zasługiwać.”

Dorosły widzi brak kolejnej zabawki.
Dziecko może przeżywać utratę znanego sposobu otrzymywania bliskości.

Stawianie dziecka w centrum nie daje mu przynależności

Rodzina może stworzyć wokół dziecka cały system obsługi.
Rodzice spełniają życzenia.
Dziadkowie przynoszą prezenty.
Starsze rodzeństwo ustępuje.
Wszyscy dopasowują swoje plany do najmłodszej osoby.
Dziecko staje się księciem albo księżniczką.

Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak ogromna miłość.
Dziecko jest przecież ważne.
Wszyscy chcą jego szczęścia.

Ale bycie w centrum nie jest tym samym co należenie do wspólnoty.
We wspólnocie każdy jest ważny.

Każdy ma potrzeby.
Każdy ma również obowiązki, granice i wpływ na innych ludzi.

Dziecko, które jest stale obsługiwane, może nie doświadczać siebie jako części rodziny.
Może doświadczać rodziny jako zespołu ludzi, których zadaniem jest zaspokajanie jego pragnień.

Nie uczy się wtedy:
czekania,
wzajemności,
uwzględniania potrzeb innych,
pomagania,
dzielenia się,
odpowiedzialności za wspólną przestrzeń,
przeżywania odmowy.

Nie oznacza to, że małe dziecko powinno odpowiadać za dorosłych albo rezygnować ze swoich potrzeb.
Oznacza to, że wraz z rozwojem powinno stopniowo doświadczać, że rodzina jest relacją, a nie usługą świadczoną przez wszystkich wokół niego.

Dziecko potrzebuje granicy, której dorosły potrafi pilnować

Rodzice czasem unikają granic, ponieważ nie chcą powtarzać surowości własnych rodziców.

Myślą:
„Mnie wszystkiego zabraniano, więc ja nie będę taka.”
„Nikt nie liczył się z moimi uczuciami.”
„Nie chcę, żeby moje dziecko się mnie bało.”

To ważna refleksja.
Problem pojawia się wtedy, kiedy rodzic myli granicę z przemocą albo odrzuceniem.

Granica nie musi oznaczać krzyku.
Nie musi zawstydzać.
Nie musi odbierać dziecku prawa do emocji.

Możesz powiedzieć „nie” i jednocześnie uznać rozczarowanie dziecka.
Możesz nie kupić zabawki i nie wyśmiewać jego płaczu.
Możesz przerwać niewłaściwe zachowanie bez poniżania.
Możesz postawić granicę spokojnie, ale stanowczo.

Dziecko potrzebuje dorosłego, który nie oddaje mu odpowiedzialności za każdą decyzję.

Nie dlatego, że dziecko jest nieważne.
Dlatego, że nie jest jeszcze gotowe samodzielnie zarządzać wszystkimi swoimi impulsami, potrzebami i emocjami.

Czy dawanie zastępuje Ci obecność?

Prezenty często pojawiają się tam, gdzie rodzic czuje, że daje za mało siebie.
Dużo pracuje.
Rzadko bywa w domu.
Jest zmęczony.
Nie ma cierpliwości do rozmowy.
Nie wie, jak reagować na emocje dziecka.
Nie potrafi budować bliskości w inny sposób.

Wtedy kupowanie może stać się rekompensatą.
„Nie było mnie cały tydzień, ale przywiozłam prezent.”
„Nie mam teraz czasu, kupię Ci grę.”
„Wiem, że ostatnio dużo się kłóciliśmy. Chodźmy na zakupy.”

Dziecko może być zadowolone.
Prezent może naprawdę sprawić mu przyjemność.

Nie zastąpi jednak relacji.
Nie odpowie na potrzebę bycia wysłuchanym.
Nie da dziecku pewności, że jego emocje są dla rodzica ważne.
Nie naprawi konfliktu, którego dorośli nie potrafią nazwać.
Nie stworzy poczucia bezpieczeństwa, jeśli w domu stale panuje napięcie.

Czasem dziecko nie potrzebuje kolejnej rzeczy.
Potrzebuje, żeby dorosły usiadł obok i był z nim bez telefonu.
Potrzebuje wspólnego przygotowania kolacji.
Rozmowy przed snem.
Zainteresowania tym, co wydarzyło się w szkole.
Jasnej odpowiedzi.
Spokojnej granicy.
Przeprosin.

Czasu, którego nie trzeba kupować.

Mini-ćwiczenie dla rodzica:

Przypomnij sobie trzy ostatnie sytuacje, w których kupiłaś lub kupiłeś dziecku coś, o co prosiło albo czego wcześniej nie planowałaś lub nie planowałeś kupować.

Przy każdej sytuacji odpowiedz sobie na kilka pytań.
O co dziecko poprosiło?
Czy była to rzeczywista potrzeba, chwilowa zachcianka czy pragnienie wywołane tym, co zobaczyło u innych?
Co poczułaś lub poczułeś, kiedy dziecko poprosiło?
Czy obawiałaś się jego złości, płaczu albo rozczarowania?
Czy zakup miał zakończyć napięcie?
Czy chciałaś zrekompensować dziecku brak czasu, nieobecność albo wcześniejszy konflikt?
Czy kupiłaś coś, czego sama chciałaś w dzieciństwie?
Czy ważne było dla Ciebie, żeby inni ludzie zobaczyli, co dziecko posiada?

Następnie wybierz jedną z tych sytuacji i zadaj sobie najważniejsze pytanie:
Czego moje dziecko mogło wtedy naprawdę potrzebować ode mnie, poza tą rzeczą?
Być może potrzebowało prezentu.
Być może potrzebowało również rozmowy, uwagi, granicy, pomocy w przeżyciu rozczarowania albo czasu spędzonego razem.

Nie chodzi o to, żeby zakazać sobie kupowania dziecku rzeczy.
Chodzi o to, żeby zobaczyć, co naprawdę wydarza się między Tobą a dzieckiem w momencie dawania.

Co możesz zacząć zmieniać?

Nie musisz wyrzucać zabawek ani nagle odbierać dziecku wszystkiego, co dotychczas otrzymywało.
Gwałtowna zmiana zasad może być dla niego niezrozumiała.

Najpierw przyjrzyj się własnym zachowaniom.
Zanim coś kupisz, zatrzymaj się.

Zapytaj siebie:
„Dlaczego chcę to teraz dać?”
„Czy odpowiadam na potrzebę dziecka, czy na własne emocje?”
„Co się stanie, jeśli odmówię?”
„Czy potrafię zostać przy dziecku, kiedy będzie rozczarowane?”
„Czy ten prezent wzmacnia relację, czy zastępuje coś, czego w niej brakuje?”

Możesz także stopniowo zmieniać język.
Zamiast:
„Kupię Ci, tylko już nie płacz.”

Możesz powiedzieć:
„Widzę, że bardzo tego chcesz. Dzisiaj tego nie kupimy.”

Zamiast:
„Masz wszystko, więc nie masz prawa być niezadowolony.”

Możesz powiedzieć:
„Masz prawo być rozczarowany. Porozmawiajmy o tym.”

Zamiast:
„Robię to wszystko dla Ciebie.”

Możesz powiedzieć:
„Chcę sprawdzić, czego naprawdę ode mnie potrzebujesz.”

Dziecko nie potrzebuje rodzica, który spełnia każde życzenie.
Potrzebuje dorosłego, który potrafi rozpoznać jego potrzeby, postawić bezpieczną granicę i pozostać blisko również wtedy, kiedy słyszy „nie”.

Kiedy warto omówić to ze specjalistą?

Jeśli podczas wykonywania ćwiczenia pojawiła się w Tobie myśl:
„Rzeczywiście kupuję, kiedy czuję się winna lub winny.”
„Nie potrafię odmówić, bo boję się reakcji dziecka.”
„Nie wiem, czego ono naprawdę potrzebuje.”
„Mam wrażenie, że okazujemy sobie bliskość głównie przez prezenty.”
„Kiedy próbuję stawiać granice, w domu wybucha konflikt.”

Warto zatrzymać się przy tej refleksji.
Być może widzisz schemat, ale nie wiesz, jak go zmienić bez wywołania jeszcze większego napięcia.
Być może dziecko reaguje bardzo silną złością na odmowę.
Być może Ty i drugi rodzic macie zupełnie inne podejście do prezentów, pieniędzy i granic.
Być może dziadkowie podważają Wasze decyzje.
Być może kupowanie stało się sposobem rekompensowania dziecku konfliktu, rozstania albo nieobecności jednego z rodziców.

Podczas konsultacji możesz przyjrzeć się temu, jaką funkcję pełnią prezenty i spełnianie zachcianek w Waszej rodzinie oraz jak zacząć wprowadzać zmianę bez zawstydzania dziecka i odbierania mu poczucia bezpieczeństwa.

Możesz przyjść samodzielnie, z drugim rodzicem albo z dzieckiem.

Link do zapisów znajdziesz tutaj:

Loading...
Czujesz, że mogłabyś / mógłbyś utożsamić się z tą historią? Jeśli czujesz, że warto porozmawiać, zapisz się na darmową konsultację i sprawdźmy, czy mogę Ci pomóc. Konsultacja - integralna.pl